środa, 4 lutego 2009

29 października 2008

Nasza trzecia rocznica ślubu… Mieliśmy jechać do Armagh na krótką wycieczkę ale od rana przywitał nas śnieg!

Pojechaliśmy na zakupy do Tesco. Gdy wyszliśmy miasto już było sparaliżowane… Dla nas - śnieg jak śnieg. Nic wielkiego. Dla tubylców-tragedia. Miasteczko leży na bardzo pofałdowanym terenie, ludzie jeżdżą cały rok na letnich oponach i zupełnie nie są przyzwyczajeni do takiej pogody… Ślizgali się, zderzali, zostawiali samochody byle gdzie i szli pieszo… Nam droga do domu zajęła chyba z godzinę. Mój kuzyn starał się ominąć ulice, gdzie musielibyśmy wjechać pod górkę lub tez zjechać co wykluczało prawie każda drogę. W końcu dotarliśmy do domu, rozsiedliśmy się przy kominku z książkami… Leniwe popołudnie…

Wieczorkiem pojechaliśmy znów na zakupy, zrobiliśmy dobrą kolację z okazji naszej rocznicy.

To był najmniej udany dzień na tym wyjeździe ale cóż – cały wyjazd był wyjazdem rocznicowym przecież

Brak komentarzy: