Nasza trzecia rocznica ślubu… Mieliśmy jechać do Armagh na krótką wycieczkę ale od rana przywitał nas śnieg!
Pojechaliśmy na zakupy do Tesco. Gdy wyszliśmy miasto już było sparaliżowane… Dla nas - śnieg jak śnieg. Nic wielkiego. Dla tubylców-tragedia. Miasteczko leży na bardzo pofałdowanym terenie, ludzie jeżdżą cały rok na letnich oponach i zupełnie nie są przyzwyczajeni do takiej pogody… Ślizgali się, zderzali, zostawiali samochody byle gdzie i szli pieszo… Nam droga do domu zajęła chyba z godzinę. Mój kuzyn starał się ominąć ulice, gdzie musielibyśmy wjechać pod górkę lub tez zjechać co wykluczało prawie każda drogę. W końcu dotarliśmy do domu, rozsiedliśmy się przy kominku z książkami… Leniwe popołudnie…
Wieczorkiem pojechaliśmy znów na zakupy, zrobiliśmy dobrą kolację z okazji naszej rocznicy.
To był najmniej udany dzień na tym wyjeździe ale cóż – cały wyjazd był wyjazdem rocznicowym przecież
środa, 4 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz