niedziela, 9 listopada 2008

26 października 2008

Obudziliśmy się około 9:00. Ciocia zrobiła nam obiecane, typowe irlandzkie śniadanie – tosty, jajka sadzone, bekon i kawę. O dziwno bardzo nam smakowało, choć dziwiłam się zawsze jak można cos takiego jeść.

Koło 11:00 wsiedliśmy do samochodu. Ciocia ze znajomym, z którym mieszkają, zabrali nas samochodem na całodniową wycieczkę, która była jednocześnie prezentem na nasza trzecią rocznicę ślubu.

Pojechaliśmy na północ, w stronę Atlantyku…Na początku zatrzymaliśmy się w jakimś niby dość przypadkowym miejscu pomiędzy Giant’s Causeway a miejscowością Ballintoy. Widok był po prostu przepiękny. Mogłabym tam spędzić pół dnia patrząc się na wystające z oceanu klify, skałki, błękit nieba i zieleń trawy…






Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy w stronę Carrick-a-rede Rope Bridge, koło Ballintoy. Jest to most linowy łączący stały ląd z wysepką Carrick-a-Rede. Na YouTube można zobaczyć sobie filmik z tego miejsca (nie nasz, ale pozwolę sobie podać linka)

Przy silniejszych podmuchach wiatru nawet potężni faceci mieli problem z przejściem mostu.

Polecam zarówno most jak i widoki, jakie się rozpościerają wzdłuż drogi, którą idzie się od budki z biletami do samego mostu.





Gdy wracaliśmy w stronę samochodu zaczął mocno padać deszcz. Pogoda w Irlandii faktycznie potrafi się zmieniać co chwilkę. Rano świeciło przecież piękne słońce, a na niebie nie było chmur. Deszcz przestał jednak padać, gdy jeszcze jechaliśmy samochodem.

Podjechaliśmy pod centrum informacji turystycznej przy Giant’s Causeway. Mieliśmy do wyboru podjechać namiejsce autobusem lub też przejść się pieszo. Wybraliśmy oczywiście to drugie rozwiązanie.

Szliśmy ścieżką nad samym brzegiem oceanu. Znów piękne widoki. Żałowaliśmy tylko, że mamy tak mało czasu. Ciocia z Tomkiem czekali na nas w samochodzie.

Giant’s Causeway to formacja składająca się z około 37 tysięcy ciasno ułożonych heksagonalnych (w przeważającej części) słupów bazaltowych, które uformowały się podczas erupcji wulkanicznej około 60 mln lat temu. Według irlandzkiej legendy Groblę wybudował olbrzym Finn MacCumhaill (Finn McCool), który chciał przejść do Szkocji suchą stopą.





Wracaliśmy górną ścieżką. Udało się nam jeszcze zobaczyć Organy Olbrzyma (potężne słupy przypominające organy). Z góry widok był już trochę gorszy. Dochodząc już do samochodu nie mogłam się powstrzymać i weszłam do stojącej przy ulicy czerwonej, typowo angielskiej budki telefonicznej, żeby Konrad zrobił mi zdjęcie.

Następnie pojechaliśmy do położonych na klifie ruin zamku Dunluce.


Potem skierowaliśmy się do Portrush – uroczej, nadmorskiej miejscowości. Warto wejść na wieżę widokową.
Pojechaliśmy także na pobliską plażę. Wielu osobom bardzo się podoba, że na plażę można wjechać samochodem. Nam to nie do końca przypadło do gustu, ale za to mimo deszczu mogliśmy jeszcze chwilkę pooglądać krajobraz.
W powrotnej drodze chcieliśmy zahaczyć jeszcze o Derry, żeby zobaczyć stare mury obronne, ale Tomek niechcący wybrał inną drogę i w rezultacie ruszyliśmy w stronę Dungannon.

Dzień był naprawdę fantastyczny. Zobaczyliśmy tyle pięknych miejsc… A przecież tyle było jeszcze przed nami…

Brak komentarzy: